O interakcjach niekoniecznie mile widzianych
środa, 30 listopada 2011
wylęgarnie polityków

Słyszeliście, iż na uczelniach funkcjonują samorządy studentów i doktorantów? /Pewnie tak/ Słyszeliście, że co roku odbywają się wybory do tych instytucji? /Pewnie tak/ A czy kiedyś zagłosowaliście w takich wyborach? /Pewnie nie/ A czy kiedyś samorząd w czymś wam pomógł? /Pewnie nie/.

Samorządy studentów/doktorantów na uczelniach to najbardziej zdegenerowane instytucje jakie tam funkcjonują. Przebijają nawet biurokrację dziekanatu czy marudzenie związków zawodowych. Stanowią wylęgarnię przyszłych polityków, kombinatorów i oszustów.

Skąd takie mocne słowa? Przypatrzmy się jak taki samorząd funkcjonuje:

1. wybory - powszechne, równe /i inne takie bzdury/. W praktyce informacja o możliwości zgłaszania kandydatów nie zostanie wywieszona lub pojawi się na małej kartce w gablocie na uboczu. W rezultacie zgłoszeni zostaną tylko i wyłącznie krewni i znajomi królika /czyli znajomi komisji wyborczej/. Co więcej dla upewnienia się, że wygrają informacja o wyborach też nie jest rozgłaszana. /im mniejsza frekwencja tym większe znaczenie głosów kółeczka wzajemnej adoracji/

Dla przykładu Politechnika Gdańska. Zgłaszać kandydatów można było do momentu rozpoczęcia wyborów - więc wybory urządzono przez jedną godzinę na innym wydziale nie informując o tym nikogo poza osobami, które miały wygrać.

Jeśli już więc swoich przepchnęliśmy do samorządu zastanówmy się co możemy robić:

2. pieniądze - są to naprawdę duże kwoty. Np samorząd doktorantów na PG otrzymuje 50tys zł rocznie. Sztuką jest tak nimi dysponować aby inni otrzymali ich jak najmniej. Zaczynamy więc od nieinformowania np kół naukowych iż mogą ubiegać się o dofinansowania, ukrywamy regulaminy komisji socjalnych, tworzymy trudną i biurokratyczną drogę uzyskiwania takiego stypendium i co najważniejsze wydajemy kasę na organizowanie np wyjazdów integracyjnych, których głównymi beneficjentami będziemy my sami. /nie ma to jak wydać kasę uczelni na libację w gronie znajomych/

Przy odrobinie rozumu samorząd może ponad połowę kasy przekazać samemu sobie.

3. wiedza - samorząd jest informowany o zmianach w regulaminach, o zmianach w prawie o wszelakich nowościach, które maja wpływ na życie studenta. Wiedza ta to również władza i pieniądze. Można przecież nie informować studentów o tym, że zmieniły się zasady przyznawania stypendiów socjalnych, można nie mówić jakie w przyszłym roku będą progi średniej do stypendiów naukowych... można przemilczeć fakt istnienia projektów z funduszy UE, które finansują badania.

Samorządy kontrolują więc wybory, pieniądze, wiedzę... mają ogromną władzę. Co z nią robią? Bawią się w kółeczko wzajemnej adoracji, ćwiczą i szkolą się w maksymalnym wykorzystaniu władzy i pieniędzy.

Instytucja, która ma reprezentować studentów czy doktorantów stara się maksymalnie od nich odciąć i reprezentuje sama siebie. A ponieważ studenci to ciemna masa - nie potrafią zadbać o swoje interesy i nie potrafią nic zmienić.

Nie przypomina Wam ten opis czegoś? Przykładowo sejmu i polityków w nim, którzy jak już dorwą się do koryta to żadna siła ich nie wyciągnie. Ci politycy się gdzieś szkolili... gdzieś kariery rozpoczynali... a nie ma lepszej szkoły niż samorządy na uczelniach.

Jeśli ktoś z Was myśli, że kolejne pokolenie polityków będzie lepsze, że będzie miało ideały, że jako osoby przesiąknięte życiem w demokratycznym państwie staną się lepszą elitą...

... niech taka osoba przestanie się łudzić. Będą to gorsze szumowiny niż mamy teraz...

wtorek, 22 listopada 2011
niedopłaty i podwyżki

Zbliża się koniec roku... od stycznia czeka nas seria kolejnych podwyżek. Przy tej okazji warto przyjrzeć się jak firmy zaopatrujące nasze mieszkania w wodę czy prąd nas oszukują.

Mechanizm jest bardzo prosty i nawet nie ma co się nad nim zbytnio rozpisywać. Otóż na ogół płacimy co miesiąc (kwartał itp.) jakąś zaliczkę na poczet zużycia np prądu. Zaliczka jest tam jakoś obliczana na podstawie naszego dotychczasowego zużycia prądu - ale najczęściej na koniec roku musimy jeszcze coś dopłacić. Rozliczenie otrzymujemy w styczniu i za to co zużyliśmy, a nie zapłaciliśmy musimy rozliczyć się wedle nowych stawek.

Nie byłoby niczym trudnym rozliczyć zużycie przed podwyżką, ale z oczywistych względów nikt się ku temu nie kwapi. Pozostaje nam nie dawać się okradać i przykładowo w grudniu w ramach zaliczek zapłacić większą kwotę - aby nie mogli żadnej niedopłaty wykazać. Większość tych firm stosuje indywidualne rachunki i pieniądze nam nie zginą, a przy okazji trochę zaoszczędzimy.

piątek, 11 listopada 2011
Służba Zdrowia

Pewnie słyszeliście o problemach ze służbą zdrowia? O tym, że brakuje pieniędzy, że są limity, że kolejki do specjalistów mają po kilkanaście miesięcy?

Oto autentyczny przypadek opowiedziany mi przez znajomego...

Chorował on niezwykle rzadko, do lekarza chodził raz na rok, dwa w ramach badań okresowych zlecanych przez zakład pracy. Nigdy nie miał żadnych problemów zdrowotnych - słowem szczęściarz, którzy przez ostatnie 10 lat praktycznie nie miał styczności ze służbą zdrowia. 

Ostatnio jednak pojawiło się u niego kilka objawów sugerujących, iż może być chory na coś poważnego. /nie będę tu ich przytaczał i w opowieści będę używał ogólników/ Poszedł więc do lokalnej przychodni aby się zapisać do niej /wcześniej nawet tego nie zrobił/ i umówić na wizytę u lekarza. Formalności trwały 5 min, termin wizyty jeszcze tego samego dnia - szybka i sprawna obsługa.

Lekarz dał mu odpowiednie skierowania na kilka badań, które można było w przychodni wykonać. W recepcji dowiedział się, że kolejek prawie nie ma i na większość z nich może przyjść jeszcze w tym samym tygodniu - tylko na jedno musi 3 tygodnie poczekać. W tym punkcie opowieści znajomy był pod wrażeniem jakości i sprawności obsługi. Zastanawiał się gdzie te legendarne problemy ze służbą zdrowia.

Niestety wyniki badań potwierdziły, iż bardzo możliwe, że cierpi na poważną chorobę. Konieczna była konsultacja z lekarzem specjalistą. Nie był on dostępny w przychodni, więc znajomy otrzymał skierowanie i sugestię aby pójść z nim do jednego z dwóch szpitali gdyż tam kolejki są najmniejsze.

W szpitalach okazało się, że owe krótkie kolejki mają po 9 miesięcy. Bardzo mu zależało na szybkiej diagnostyce, więc zapytał, czy może zapłacić za wizytę u lekarza i zostać prywatnie przyjęty - okazało się, że szpitale nie uwzględniają takiej możliwości. Zaczął więc szukać prywatnych poradni i zarejestrował się w jednej z nich - tam kolejka miała miesiąc.

Musiał więc czekać te kilka tygodni...

Niestety zaczęły pojawiać się u niego nowe objawy - poszedł z nimi do lekarza w przychodni i usłyszał, że bardzo możliwe że jest chory na dwie niezależne choroby i trzeba zacząć również diagnozować i leczyć tę drugą. Otrzymał więc skierowanie do kolejnego szpitala gdzie wykonywano specjalistyczne testy. Na skierowaniu był dopisek lekarza - "pilne!". Znajomy otrzymał też antybiotyki, które miały przeciwdziałać chorobie /miał je brać nawet bez rozpoznania choroby/.

W owym specjalistycznym szpitalu nie przejęli się dopiskiem "pilne" i powiedzieli, że kolejka jest 3 miesięczna. Znajomy po raz kolejny zapytał czy może zapłacić za owe badanie - i znów usłyszał, że nie ma takiej możliwości i przyjąć go mogą co najwyżej do szpitala jeśli jego stan się pogorszy i będzie stanowił zagrożenie dla jego życia.

Wrócił więc do swego lekarza i usłyszał, że nie mają wyboru i czekając na diagnostykę pierwszej choroby drugą będą leczyć w ciemno - mając nadzieję, że to ona, a nie nic jeszcze poważniejszego.

Znajomy jest więc już 3 miesiąc w trakcie diagnostyki. Kolejne badania nie dają jednoznacznych odpowiedzi na które choroby cierpi. Pojawiają się u niego kolejne objawy ale kolejki są nieubłagane.

Pod koniec roku kalendarzowego nie ma szans na spotkanie z jakimkolwiek specjalistą, nie ma szans na wykonanie jakiegokolwiek poważnego badania. Jedyne co można robić to odwiedzać lekarza pierwszego kontaktu i wspólnie z nim wróżyć z fusów.

Podsumowując - nie chorujcie na nic trudnego do zdiagnozowania bo doktora House'a z dostępem do wypasionego sprzętu diagnostycznego u nas w Polsce - NIE MA.

czwartek, 10 listopada 2011
Przypadek, prawdopodobieństwo, statystyka

...czyli o tym, że wygranie w lotto to nie cud, lecz codzienność.

Kilka miesięcy temu na forum jednej z gier online zamieściłem dla użytkowników /głównie dzieci i studentów/ tekst mający na celu ukazać im dlaczego przypadki, które zgłaszają jako błędy i niesprawiedliwości - są jak najbardziej zgodne z mechaniką gry.

Okazał się to być najchętniej cytowany tekst na forum. Co chwilę zamiast męczyć się w mozolne tłumaczenie komuś, iż pech nie podlega reklamacji dają linka do tego tekstu. Zamieszczam go więc tu w lekko zmienionej formie... może komuś się jeszcze przyda.

 

Grasz w grę planszową. Rzucasz dwiema kośćmi. Możesz wyrzucić od 2 do 12 oczek. Grasz dużo i zauważasz pewne nieprawidłowości. Ot partia gry, w której czwórka wypadała niezwykle często, pozwoliło to Tobie wygrać. Na dwadzieścia rzutów aż sześć wynosiło 4. Inni gracze zaproponowali zmianę kostek. Rozpoczął się kolejny pojedynek. Tym razem liczby wypadały raczej zgodnie. Nikt nie miał zastrzeżeń. Jednak pod koniec gry w ostatnich dwóch rzutach padła dwunastka co drastycznie zmieniło sytuację na planszy i wyłoniło zwycięzcę. No cóż miał szczęście, pomyślny los zesłał mu odpowiednie rzuty.

Losowość zależy od naszej percepcji. W pierwszym przypadku uznaliśmy, że kostka oszukuje w drugim uznaliśmy to za szczęście przeciwnika. Paradoks polega na tym, że pierwsze wydarzenie jest kilkukrotnie bardziej prawdopodobne niż drugie. Nam się jednak wydaje bardziej „niesprawiedliwe”.

Wiele podobnych niesprawiedliwości pojawia się w tematach na forum. Dlatego też chciałbym na prostych przykładach wytłumaczyć kilka pojęć na poziomie (miejmy nadzieję) gimnazjalisty.

Nastąpiło jakieś wydarzenie w grze komputerowej. Ktoś nie trafił czarem statusowym, ktoś miał cios krytyczny, ktoś trafił na niezwykle rzadki przedmiot. Pojedyncze wydarzenie wyrwane z kontekstu. Nie macie z nim żadnych pozytywnych ani negatywnych emocji: nie oceniacie go, ot zwykły fakt. Teraz jednak umieśćmy je w jakimś kontekście:

„przez 10 walk nie trafiłem ani razu zatruciem”

„miałem 3 krytyki pod rząd”

„dziś pięciokrotnie trafiłem na ten rzadki przedmiot”

Teraz już pojawiają się emocje. Jedno wydarzenie wybrane spośród wszystkich możliwych wydarzeń jest ok. Już jakieś zestawienie budzi emocje. Dlaczego tak jest? Bo mamy doświadczenia z takimi sytuacjami i intuicyjnie potrafimy je ocenić i coś się nie zgadza z naszymi doświadczeniami.

Kiedy ktoś nam mówi że szansa na wyrzucenie na kostce szóstki wynosi 1/6 jest ok. Kiedy ktoś nam powie, że statystycznie szóstka wypada raz na sześć razy nadal jest ok. Tylko to nie są dwie te same rzeczy. Rzucamy monetą (moneta jest idealna), sześć razy wypadła reszka. Z jednej strony statystyka nam podpowiada, że coś jest nie tak z monetą, że pewnie teraz też będzie reszka. Z drugiej statystyka mówi: ta passa reszek musi się skończyć, teraz raczej wypadnie orzeł. Z trzeciej prawdopodobieństwo mówi szansa na orzełka wynosi 50%.

Statystyka jest złudna, ale życiowa. Prawdopodobieństwo jest szczere aż do bólu.

Prawdopodobieństwo to jedno konkretne wydarzenie, wyrwane z kontekstu. Statystyka to zbiór takich wydarzeń. Bardziej zaawansowanie mówi się o rozkładzie prawdopodobieństwa i jego pokryciu w statystyce. Rzucam setki razy kostką. Statystyka mówi, że wszystkie liczby powinny padać mniej więcej tyle samo razy. Jednak prawdopodobieństwo, że wszystkie są wylosowane dokładnie tyle samo razy jest niskie. Bardzo niskie. Statystyka mówi, że tak mniej więcej będzie, prawdopodobieństwo mówi, że idealnie tak to raczej nie będzie.

Ktoś w walce wszystkie ciosy zadał jako krytyczne. Prawdopodobieństwo mówi, że miał szczęście. Statystyka mówi, że raczej nie za szybko się ono powtórzy. Prawdopodobieństwo zripostuje, że jednak jest możliwe, iż powtórzy się to w najbliższym czasie. Należy zapamiętać, iż jeśli mamy 16% szans na krytyka, to w walce statystycznie nie będzie 16% krytyków. Za to we wszystkich walkach (duża ilość) ta liczba będzie bardzo zbliżona do 16%

Jeśli rzucam kostką 12 razy to mam prawa oczekiwać dwóch szóstek, ale nie powinienem się dziwić jak nie wypadnie żadna lub będzie ich więcej. Mam jednak prawo oczekiwać, że w 100 rzutach liczba szóstek będzie bliska 16, ale nie powinienem się spodziewać, że będzie dokładnie 16.

Im mniej danych tym statystyka bardziej zawodzi. Nie na darmo mówi się o błędzie statystycznym. Jego wartość zależy od rozkładu i ilości danych, ale zasada jest prosta: im mniej danych tym większy błąd. Błąd nie dotyczy jednak tego, że na raz zdarzy się coś nieoczekiwanego, ale tego, iż jeśli zdarzy się coś nieoczekiwanego to był problem złych oczekiwań a nie tego konkretnego wydarzenia.

Zapamiętajcie więc, jeśli zaistnieje jakiś wyjątkowy pech (pojedyncze wydarzenie) w twojej wędrówce w świecie my-fantasy to znaczy, że narzekania na nic się nie zdadzą. Jeśli jedna Twoja walka odbiega od normy (statystyki) to nie powinieneś zadawać sobie pytania dlaczego odbiega, lecz na ile walk odbiega. Jeśli na statystycznie liczba walk na które odbiega ten pech jest niewielka to nadal nie jest powód do podejrzeń: najpierw należy sprawdzić jaki jest błąd statystyczny. Jeśli ten błąd jest mniejszy niż nasza proporcja: wtedy warto odezwać się do admina.

Teraz na zakończenie poziom maturalny:

Istnieje coś takiego jak rozkład Gaussa http://pl.wikipedia.org/wiki/Rozk%C5%82ad_normalny

W nim znajdziecie coś zwanego dystrybuantą. Mówi ona jakie jest prawdopodobieństwo zajścia jakiejś nieoczekiwanej sytuacji. Możecie więc łatwo policzyć jak wiele szczęścia lub pecha mieliście.

17:31, trucie-dupy , interakcje
Link Dodaj komentarz »