O interakcjach niekoniecznie mile widzianych
środa, 28 grudnia 2011
pilnowanie porządku w grze online

Trafiło mi się bycie Game Masterem jednych z gier online. Praca sprowadza się do dbania o przestrzeganie regulaminu gry. W praktyce jest to pilnowanie następujących zasad:

- nie przeklinać
- nie tworzyć multikont (kilka kont w grze prowadzonych przez tego samego gracza)
- nie oszukiwać w grze (np przez ustawianie pojedynków, aukcji etc.)

Oto co się dzieje, jeśli ktoś otrzyma karę za złamanie jakiegoś punktu regulaminu:

- 70% osób przyjmuje ją bez słowa /złamali regulamin i konsekwentnie ponoszą karę/
- 25% wysyła do GM (Game Mastera) wiadomości z bluzgami /czasem są one nawet niezwykle kreatywne/
- 5% zaczyna się tłumaczyć, naciągać i kombinować /tu jest najwięcej śmiechu/

Tutaj kilka autentyków z interakcji z graczami (zachowano oryginalna pisownię)

Kara za multikonto
gracz: to drugie konto należy do mojego brata - specjalnie tu założyłem konto aby on dostał bana, tylko dlaczego to ja go dostałem?

Kara za multikonto
gracz: /sterta bluzgów z dużą ilością 'hujów' zakończona sekwencją:/ nawet pedober by cię nie chciał
odpowiedź: Szanowny graczu. Pragnę poinformować, iż słowo chuj zgodnie z zasadami pisowni naszego języka pisze się przez "ch".

Kara za multikonto
gracz: No ale za takie coś ban to jest śmieszne
odpowiedź: Śmieszne? W jakim znaczeniu? Ja się nie śmiałem. Ty chyba też się nie śmiałeś... a może się śmiałeś... w takim razie cieszę się, że mogłem rozbawić.

Kara za multikonto
gracz: /sterta bluzgów zakończona frazą/ Proszę anuluj mi karę. Już będę przestrzegał regulaminu.

Kara za wyzywanie innego gracza
gracz: Ten gracz to mój kolega i raczej nie poczuł się urażony tymi słowami
odpowiedź: A jak myślisz kto zgłosił do mnie fakt obrażania?

Kara za multikonto (tutaj kombinator udający greka)
gracz: Że co ??? Ja go nawet nie znam niemówiąc o multi proszę o wyjaśnienie tego. i Sprawdzenie wszystkich połączeń jeszcze raz.
odpowiedź: To bardzo interesujące, gdyż dziś po 15 logował się do gry używając Twojego komputera. Jesteś pewien, że nie cierpisz na rozdwojenie jaźni? Gdyż inaczej tego nie można wytłumaczyć.

Kara za obrażanie innego gracza
gracz: uważasz że "debil" to niecenzuralne słowo? Nie miałem na myśli słowa -debil- w złego tego słowa znaczeniu.;) Gracz może to potwierdzić. Rozmawialiśmy w sposób -luźny- na czacie.
odpowiedź: Jeśli ludźno rozmawialiście do dlaczego złożył na Ciebie skargę?

Kara za multikonto
gracz: Ten drugi to kolega ktory ma ten sam internet :) Siec osiedlowa :) logowal sie u mnie ja u niego wiec wiesz
odpowiedź: Nieprawda, z logów bezpośrednio wynika iż to ty się logowałeś na to drugie konto.
gracz: no nie dziwne jak na moim kompie to bylo :D ale wez odpusc :P tamto konto i tak juz ma nowego wlasciciela koledze sie znudzilo :P
odpowiedź: Powtórzę jeszcze raz - z logów wynika bezpośrednio iż to TY się logowałeś i grałeś na obu kontach.
gracz: No ok . Nie bede klamal :) To moje konto ale wiesz ile osob ma takie klonyy ? :D Odpusc prosze tak sie milo rozmawia :P Widac ze rowny z Cb ziomek ale wiesz :D nudnie grac na jednym koncie

Kara za obrażanie innych
gracz: leci mi to.. ta gra schodzi na psy dzieki tobie ciota z ciebie a nie gm
odpowiedź: Jeśli masz problem z hydrauliką to niestety nie mogę Tobie pomóc.

Kara za spamowanie na chacie
gracz: Ej no Prosze Gm'a Ziomek się mnie pytał czy wiem co to spam.
odpowiedź: A ty zamiast podać słownikową definicję to wolałeś zademonstrować to w praktyce?

11:36, trucie-dupy , interakcje
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 grudnia 2011
dwie prawice

Ostatnio wciąż słyszę jak to bardzo politykom PiSu nie podoba się polityka zagraniczna, jak bardzo nie podoba się im mijająca polska prezydencja w UE. Dla PiSu jeśli nie jest głośno - jeśli nie ma rewolucji to znaczy że jest źle. Ludzie muszą wychodzić na ulice, ludzie muszą walczyć z władzą - muszą się jej przeciwstawiać bo to jest ich święty obowiązek, bo władza zawsze realizuje politykę innych mocarstw.

Chyba im się epoka pomyliła.

Zwróćcie uwagę, że politycy skrajnej prawicy zawsze akcentują jako historyczny okres początku lat 80', natomiast politycy liberalnej prawicy końca lat 80'. To takie przeciwstawienie symbolów - jeden z nich to strajki i wychodzenie na ulicę, drugi to rozmowa przy wspólnym stole i szukanie kompromisów. 

Do dziś nie wiedziałem czym się tak naprawę różni ta cała prawica. Teraz jasno widzę, że owa różnica jest ogromna. Wieczna walka z władzą konta negocjacje z władzą. Kiedy więc będziecie rozmawiać z kimkolwiek o polityce zapytajcie go która data jest dla niego istotniejsza - 1981 czy 1989 - będziecie wiedzieć jakie przedstawia sobą poglądy polityczne.

A całemu PiSowi z "rocznika" 1981, który chce odwołania Sikorskiego za słowa o federacji Europejskiej proponuję zapoznać się ze słowami jednego profesora, którego tak trafnie dziś Sikorski cytował:

Mówię jako jeden z obywateli Polski, a więc dzisiaj obywateli UE. Wiem, że dzisiaj nasze stanowisko jest sprawdzianem solidarności. Jeśli Europa chce ten sprawdzian zdać i stworzyć nową jakość nie na dwa czy trzy pokolenia, tylko na wiele pokoleń; nową jakość, która być może też w przyszłości będzie jakością o charakterze federacji, niezmiernie potężnej w skali świata, to musi ten egzamin również zdać. Do tego bym zachęcał reprezentując kraj, który w tej chwili korzysta dzięki członkostwu w UE, ale który - jeśli to o czym mówię spełniłoby się w ciągu 8 czy 10 lat - będzie korzystał mniej. Zdaję sobie z tego sprawę i z góry się na to zgadzam.

/Prezydent Lech Kaczyński/

08:20, trucie-dupy , interakcje
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 grudnia 2011
europejski kryzys w oczach goisty

Słynne zebranie państw UE, veto Camerona i ustalenia dotyczące wspólnej polityki fiskalnej - te hasła słyszymy od wczoraj w mediach. Pojawiły się też głosy, iż tak naprawdę nikt nic nie wie i dziś widać to jeszcze dokładniej.

Przeczytałem dziś kilka artykułów prasowych. Pojawiają się tam kwoty jakie Polska wpłaci do UE w związku z tym kryzysem. Rozbieżność jest 20-krotna, więc rzetelnością dziennikarską w tej kwestii możemy sobie d... podetrzeć. 

Przeczytałem wypowiedzi polityków opozycji. Pojawiają się w nich głównie dwa wątki. Pierwszy: "Nikt nie mówi jakie są konkretne ustalenia, niech Premier się z nimi podzieli, niech powie co zyskał" oraz drugi "Czy Premier zdaje sobie sprawę ile ten traktat będzie kosztować, te X pieniędzy możemy na coś innego przeznaczyć?" /To niech się zdecydują, czy jako opozycja wiedzą czy nie wiedzą jakie są ustalenia/.

Z tego medialnego burdelu jedno jest pewne - tak długo jak nie ma konkretów każdy będzie kłamał i przeinaczał - a konkretów NIE MA. Nie ma więc sensu słuchać kogokolwiek. Plotka jest potężną bronią. Opozycja będzie więc karmiła nas informacjami, iż teraz będziemy płacić pieniądze na emerytury dla Greków i Francuzów zamiast do naszego kochanego i wspaniałego ZUSu lub iż kwota którą zapłacimy będzie gigantyczna.

Ziew...

Proponuję na najbliższy tydzień nie słuchać mediów. Proponuję samemu przemyśleć sytuację Europy. Samemu przeanalizować który kurs powinien wybrać nasz kraj. Tak będzie najlepiej.

Jest taka gra planszowa - Go - najstarsza gra planszowa świata. Dziś w krajach azjatyckich niesamowicie popularna - jej zasady, filozofia gry są niesamowicie powiązane z azjatyckim sposobem prowadzenia biznesu - można powiedzieć, że przez 4 tysiące lat istnienia ta gra wytworzyła azjatycką mentalność.

Przeanalizujmy więc z punktu widzenia tej gry naszą sytuację sprzed szczytu.

Naszym przeciwnikiem jest kryzys - stwór, który nie posiada słabych grup, któremu nie możemy nic zabrać, który tylko i wyłącznie nas atakuje i wykorzystuje nasze słabości. Jako Europa posiadamy bardzo dużo różnych grup, posiadamy wpływy ale mało pewnego terytorium. W każdej chwili przeciwnik może nas gdzieś zaatakować i pytanie co stracimy.

Stoimy więc na defensywnej pozycji. Nie możemy atakować, ale musimy się bronić. Możemy oddać część naszych grup i wzmocnić pozostałe - ale jak oddamy za dużo w ostatecznym rozrachunku przegramy. Jedyną szansą na zwycięstwo jest przeżyć wszystkim lub prawie wszystkim na planszy.

Pojawia się pomysł aby nasze grupy połączyć - stworzyć z nich całość, której nie da się zbić. Jednak proces tego łączenia to poświęcenie wielu ruchów na tworzenie połączeń zamiast terytorium - a terytorium też jest istotne z punktu widzenia zwycięstwa. Jeśli więc zaczniemy ratować dosłownie każdy kamyczek i każdą grupę - przegramy.

Pierwsze co musimy zrobić to zastanowić się dokładnie - ile musimy uratować - co możemy poświęcić. Europa w imię jedności etc uznała, że każda grupa jest ważna. Owszem w niektórych kryzys zje po kilka kamieni, ale najważniejsze aby większa część przetrwała.

Był więc szczyt i oto co nastąpiło.

Większość krajów uznała, ze chce się połączyć, że warto wykonać te kilka dodatkowych ruchów, które zapewnią nam bezpieczeństwo grup, te kilka ruchów będzie kosztować nas utratę inicjatywy w niektórych obszarach i pewnie każda grupa coś niewielkiego straci, ale globalnie powstanie silna struktura. Anglia jednak postanowiła się nie dołączyć. Anglicy uznali, że mają dużą ilość punktów i szkoda im ich tracić, zamkną się więc w swoim rogu i utworzą osobną grupę czekającą na rozwój wypadków. Nie będą brali udziału w większości walk na planszy a będą tylko reagować na ruchy im bezpośrednio zagrażające. Problem w tym co jeśli kryzys znajdzie jakąś kombinację, która zabija grupę w rogu. Anglia stawia wszystko na kartę - nie ma takiej kombinacji.

Mamy więc teraz kryzys z inicjatywą - mamy państwa europejskie grające ruchy defensywne i oddające drobne punkty kryzysowi, mamy Anglię co próbuje sama przeżyć w rogu i wierzy, że jej się to uda.

Mam nadzieję, że tę partię uda się wygrać. Problem w tym, że Europa jest fatalnym graczem w Go. Gdyby była dobrym nie łączyła by wszystkich Państw - utworzyłaby kilka silnych grup i przeszła do kontrofensywy. Problemem jest że europejscy przywódcy nie wiedzą, którą grupę z którą połączyć ani jak atakować. Liczą na stworzenie jednej silnej grupy (Anglia liczy na siebie). Pytanie ile ruchów więcej zmarnują na swój plan.

10:19, trucie-dupy , interakcje
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 grudnia 2011
mitologia stoczni

Stocznia Gdańska, Stocznia Gdyńska, Szczecińska - kto nie słyszał tych nazw. Stoczniowcy na równi z górnikami uchodzą za najbardziej walczących robotników /walczących o swoje prawa i przywileje/.

Gdańsk od dziesięcioleci żyje swoją stocznią. Tu wyrosła Solidarność, tu rozpoczął się upadek komunizmu. Wymieniać historyczno-politycznych aspektów można bez liku. Stocznia jest symbolem historycznym.

I dlatego nie powinno się jej na siłę utrzymywać.

Zdecydujcie się - czy chcecie mieć muzeum i mitologiczną część stoczni /ok to fajny pomysł/ czy zakład pracy, który zarabia pieniądze. W naszej Polskiej kulturze nie da się osiągnąć obu równocześnie.

O stocznie zawsze walczyli związkowcy. /o kopalnie zresztą też/ Zawsze zadziwiało mnie jak kolejni prezesi stoczni byli odwoływani /za niegospodarność itp/ a następnie zostawali przewodniczącymi związków zawodowych, którzy walczyli przeciwko nowym szefom i którzy mieli monopol na wiedzę jak należy stocznię uratować /jako prezesi jakoś wcześniej tego nie potrafili/.

Ostatnio rozmawiałem z ludźmi z innych regionów kraju, którzy utwierdzili mnie w przekonaniu, że stocznia jest postrzegana jako symbol bez którego Gdańsk (trójmiasto) nie może funkcjonować.

TO NIE JEST PRAWDA. Już prędzej Lotos takim symbolem powinien być, bo płaci większe podatki.

Trójmiasto bez swych wielkich molochów - stoczni świetnie sobie poradzi. Gadanie o tych tysiącach ludzi co zostaną zwolnieni - o tych setkach małych zakładów co upadnie bo nie będzie miało kogo zaopatrywać to tylko zasłona dymna, którą rozsiewają związki zawodowe.

Bo prawdą jest iż od kilkunastu lat cała walka o uratowanie stoczni /którejkolwiek/ to tak naprawdę walka tłustych obiboków ze związków zawodowych /czytaj: zwolnionych za niegospodarność prezesów, dyrektorów etc./, którzy nie chcą stracić pensji i przywilejów.

Dobro stoczni czy robotników ich nie interesuje. Ważne aby moloch jeszcze trochę istniał i płacił im pensje.

Bez wielkich stoczni trójmiasto i co ważniejsze robotnicy /ale tylko ci co znają się na pracy/ świetnie sobie poradzą.

Po pierwsze w trójmieście funkcjonuje KILKADZIESIĄT stoczni. Małe i większe zakłady pracy, ale sumarycznie zatrudniają tysiące ludzi. Te stocznie produkują jachty, katamarany, barki, kutry, promy i większe statki. Owszem nie produkują wielkich molochów - ale ich produkcja jest nieopłacalna gdyż azjatyckie stocznie są niedoścignione pod względem cen. Te dziesiątki stoczni to dobrze prosperujące zakłady BEZ związków zawodowych.

Po drugie stocznia Gdańska dobrze sobie radzi bo odkryła, że nie warto budować statków ale lepiej farmy wiatrowe i platformy wiertnicze. Zamówienia są ogromne, przetargi na statki też stocznia wygrywa - więc byt ma zapewniony.

Po trzecie - tu nie chodzi o statki, ale o przemysł metalowy. Nie chodzi o budowanie wielkich okrętów, ale o spawaczy, obróbkę stali itp. Siła robotników stoczni może być /i jest/ wykorzystana gdzieś indziej - budowa dróg, mostów, elektrowni wiatrowych, stadionów etc. Jeśli tylko zaakceptujemy fakt, iż naszym celem nie jest budowa wielkich statków i utrzymywanie darmozjadów - okaże się, że przemysł i ludzie ma rację bytu.

Tylko, że to wymaga pracy, wymaga jakiś dodatkowych szkoleń - wymaga aby po 20 latach robienia tego samego zająć się czymś innym. Kto ma fach w rękach, kto potrafi rozejrzeć się poza mit stoczni - ten ma pracę.

Bezrobocie w Gdańsku jest na poziomie 3-6%. Większość z tego to ludzie, którzy nie chcą pracować. Robotnicy pracę zawsze znajdą. Problem jest z związkowcami - dla nich nie ma miejsce w nowym świecie - są zbyteczni - są elementem, który tylko przeszkadza. I właśnie dlatego tak bardzo walczą o zachowanie mitu stoczni.

Dobrze radzę politykom - zostawcie stocznie w spokoju - niech nierentowne upadają, niech te dobrze zarządzane się rozwijają.

A związkowcom wybudujcie to muzeum i dajcie im w nim pracę jako strażnicy i sprzątacze... bo do niczego lepszego się nie nadają.