O interakcjach niekoniecznie mile widzianych
piątek, 30 lipca 2010
ścieżki rowerowe i znaki drogowe

Znacie te znaki drogowe?

 

Dwa prawie identyczne, oznaczają drogę dla pieszych i rowerzystów podzieloną na dwa niezależnie pasy ruchu (znaki określają kto, po której stronie się porusza).

W praktyce oznacza to wydzieloną scieżkę dla rowerów. Ponieważ jest to znak "nakazu" zarówno piesi jak i rowerzyści są zobowiązani do poruszania się po swojej stronie.

 

 

Teraz ten znak!

 

Pewnie nawet nie zwróciliście uwagę, że takowy istnieje, bądź też jadąc rowerem nie rozróżniacie jego od powyższych. Z punktu widzenia przepisów różnice są kolosalne.

Znak oznacza drogę pieszo-rowerową, gdzie zarówno piesi jak i rowerzyści mogą poruszać się po dowolnej stronie. Co więcej - piesi mają bezwzględne pierszeństwo na takiej drodze. Nawet jeśli jest zbudowany pas ruchu dla rowerów (ładny czerwony kolor nawierzchni), to pieszy ma prawo po nim się poruszać i rowerzysta musi ustąpić mu pierszeństwa.

 

No więc rowerzyści patrzcie na znaki, bo często nie zdajecie sobie sprawy, że piesi idą po "ścieżce rowerowej" całkowicie legalnie.

10:22, trucie-dupy , interakcje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 12 lipca 2010
Korea Północna - kraj szczęśliwych ludzi

Podczas mundialu, który zakończył się wczoraj zwróciłem szczególną uwagę na komentarze dotyczące Korei Północnej. Większość wspominała coś o represjach, reżimach, morderstwach itp. Dziennikarze wręcz za konieczne uznawali wspomnieć o ustroju politycznym tego kraju i insynuować różne dziwne rzeczy.

Demokratyczne i medialne spaczenie - tak mogę określić prawdziwość tych wypowiedzi. Postanowiłem więc napisać kilka słów - nie z punktu widzenia 'poprawności ustrojowo-politycznej' ale z punktu widzenia jednego z bliskich członków mej rodziny, który od 2 lat mieszka, pracuje i podróżuje po tym kraju.

Najpierw kilka faktów dowodzących spaczenia naszych dziennikarzy: głód w Korei - często poruszany temat. Owszem istnieje, owszem to poważny problem, ale poruszany jest on w mediach nie dlatego, iż jest on ogromny i niespotykany nigdzie indziej, ale dlatego iż to Korea. O głodzie w państwach afrykańskich, który jest dużo powazniejszym problemem nie wspomina się tak często jak o tym w Korei. W Afryce pomóc możemy więc udajemy, iż problemu nie ma - Phenian /tak naprawdę pisać powinno się Pjongjang/ jest daleko, nie mamy na to wpływu więc możemy o nim mówić nie martwiąc się o nasze sumienia. Zresztą doniesienia medialne są znacznie przesadzone. Co roku dziennikarze zabijają z 2 miliony Koreańczyków. Jakby to była prawda już dawno naród by przestał istnieć.

Odpowiedzialność urzędników - wyobraźcie sobie, iż w tym kraju urzędnik odpowiada za swoje błędy i im wyższe stanowisko - tym odpowiedzialność większa. Nieudana reforma - to więzienie a nawet śmierć! No i co z tego? Jeśli urzędnik w demokratycznym kraju przez swoją opieszałość w wydawaniu decyzji sprawia, iż upadają firmy - ludzie tracą pracę, popełniają samobójstwa - to jaką ponosi winę? Czy jest winny nieszczęścia ludzkiego? Nie! W Korei jest więc to o co wielu z nas marzy w demokracji - o odpowiedzialności za decyzje urzędnicze! Dla mnie polski polityk który za łapówkę zmienia słowo w ustawie przez co upada kilka firm i zostają one przejęte przez zagraniczne koncerny - zasługuje na taką samą karę jak modrerca i gwałciciel.

Człowiek uczciwy nie ma czego się obawiać... Co z członkami opozycji? - zapytacie. - Jakiej opozycji? - odpowiem. Tam nie ma czegoś takiego jak opozycja! Opozycja i rewolucja powstaje, jeśli ludzie wiedzą, iż istnieje coś innego co chcą mieć - Koreańczycy nie wiedzą, że istnieje inne życie poza ich własnym - więc nie widzą potrzeby walki o cokolwiek.

Z naszego własnego podwórka komunizm i pracowitość nie idą w parze... nic bardziej mylnego. Koreańczycy są niesamowicie pracowici. Jednak kultura wschodu lepiej współdziała z komunizmem niż europejska. Bieda w Korei nie bierze się z lenistwa, ale z braku narzędzi. Tam na budowach nie ma maszyn, tylko ludzie. Embargo sprawia, iż ten kraj jest zacofany - a nie mentalność ludzi. Jedyne maszyny są sprowadzane z Chin, ale pojawia się kolejny problem - ich naprawa i obsługa - brakuje tu niestety kadry.

O pracowitości Koreańczyków może świadczyć poniższy przykład: Blok w centrum miasta - klasyczne 10 pięter z wielkiej płyty /żadnej różnicy niż w Polsce/. O 5 rano przychodzi kilkudziesięciu robotników - zaczynaja rozstawiać rusztowanie, kiedy wyższe poziomy są jeszcze stawiane - na dolnych już trwają prace ociepleniowe /co prawda nie jakiś ekstra styropian, ale zwykłe cieńkie płyty/. Praktycznie natychmiast po ułożeniu styropianu następuje malowanie, potem przerwa obiadowa i praca dalej - aż do wieczora. Rezultat - blok w jeden dzień ocieplony i pomalowany! Pokażcie mi teraz coś takiego w naszym kraju!

Kolejny mit - straszna sytuacja tych ludzi. Nic bardziej mylnego. Koreańczycy to bardzo szczęśliwi i zadowoleni ludzie. Prawdą jest, że nie znają wielu wynalazków, nie wiedzą czym jest demokracja, ale to im nie przeszkadza być szczęśliwym. To bogactwo i władza sprawiają, iż ludzie nie są szczęśliwi. Koreańczycy nie posiadają żadnego z tych dwójki i są uśmiechnięci i szczęśliwi. My zatruwamy demokracją inne narody - słynny przypadek Aborygenów, którzy w swojej kulturze nie znali pewnych grzechów, a których Europejska cywilizacja skrzywdziła.

Koreańczycy, tak samo jak rdzenni mieszkańcy Australii - są szczęśliwi z tym co mają i poznanie "naszego dobra" wcale im na dobre wyjść nie musi.

To bardzo rozpiewany naród - wszyscy śpiewają i to w sposób przepiękny. Nie miałem okazji posłuchać ich osobiście, ale relacje, które słyszałem były bardzo pozytywne.

Porównajcie więc dwa narody:

Polaków - marudzących, politykujących, kradnących leni, którzy widzą tylko negatywy u każdego, z Koreańczykami - rozśpiewanymi i pracowitymi ludźmi nie znającymi polityki, Internetu czy bogactwa.

Gdyby nasza 'kochana' solidarność mogła zacząć tam agitować miałaby problem - Korańczycy lepiej rozumieją solidarnościowe wartości równości, braterstwa, bezinteresowności i pomocy bliźniemu niż nasi "wyzwoleńcy" kiedykolwiek.

I kto ma się od kogo uczyć?

Prawo wyborcze? Chętnie oddam je za odrobinę Koreańskiego szczęścia.

 

Zdaję sobie sprawę, że nie poruszyłem pewnych negatywnych spraw dotyczących armii i reżimu władz. Jednakże o tym, tak wiele się pisze, że moje przedstawienie drugiej strony medalu może być nieobiektywnie zaróżowione.

 

Update: właśnie media podały, iż kilkoro koreańczyków z północy /piłkarze z mundialu/ podpisało kontrakty z zagranicznymi klubami. Ciekawe jakby to było możliwe przy wizji tego kraju serwowanej nam przez demokratyczną propagandę.

 

 

14:31, trucie-dupy
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 lipca 2010
niezdecydowanie

Wczoraj wieczorem żona intensywnie myślała nad tym czym się zająć w bliższej i dalszej przyszłości. Ja zmęczony poszedłem spać. Dziś rano znalazłem następujące notatki na ziemi...

 

 

 

 

I co teraz ma bidulka zrobić?

niedziela, 04 lipca 2010
meldunek i głosowanie

No i urzędnicy mnie załatwili... wszystko przez to, że chciałem być dobrym obywatelem i dopełnić moich obowiązków.

Pojechałem do rodzinnego miasta aby się wymeldować. /Od 10 lat tam już nie mieszkam/ Do tej pory wynajmowałem mieszkania, więc zmiana meldunku nie była mi na rękę. Teraz, kiedy mam juz swoje mieszkanie uznałem, że warto zaktualizować dane i zacząć płacić podatki w mieście gdzie się mieszka i pracuje.

Poszedłem więc do urzędu i zabrałem od urzędniczki dwa druczki - jeden meldunkowy, drugi aby głosować w dowolnym miejscu. Wypełniłem i daję kobiecie. Ta szybko wpisuje coś na komputerze, po chwili otrzymuję zaświadczenie o wymeldowaniu oraz informację:

- ale zaświadczenia Panu nie mogę wydać

- dlaczego?

- bo nie jest Pan zameldowany

Zonk... w kilku kolejnych zdaniach dowiedziałem się, że zaświadczenie system może wydać tylko osobie zameldowanej i że gdyby pani w okienku moje papierki przyjeła w odwrotnej kolejności - wszystko byłoby ok.

Zirytowałem się.

W Gdańsku zameldować się już nie zdążyłem. Papierka nie mam - i w wyborach udziału brać nie mogę - a nawet chciałem! Ciekawe kogo zaskarżyć mam za złamanie moich konstytucyjnych praw.