O interakcjach niekoniecznie mile widzianych
Kategorie: Wszystkie | interakcje | rodzina i znajomi | spam | urzędy i instytucje
RSS
poniedziałek, 05 lipca 2010
niezdecydowanie

Wczoraj wieczorem żona intensywnie myślała nad tym czym się zająć w bliższej i dalszej przyszłości. Ja zmęczony poszedłem spać. Dziś rano znalazłem następujące notatki na ziemi...

 

 

 

 

I co teraz ma bidulka zrobić?

niedziela, 07 lutego 2010
Żony, które wciąż coś od nas chcą - cz2

O optymalności kupowania przez kobiety już pisałem. Żona moja za nic jednak bierze sobie ilość czasu jaką marnuje na podejmowanie decyzji. Dla niej przyspieszenie procesu kupna to nie zredukowanie ilości kroków algorytmu, ale gruntowne przepytanie mnie o potrzebne jej parametry.

Głośniczki do komputera... trzeba jakieś kupić. Ile czasu można je wybierać? Dziś jest 3 dzień i jakaś 8h przeglądania specyfikacji na necie. Ciekawe ile to jeszcze potrwa? Aktualnie jest na etapie "już wybrałam firmę i chyba model, ale muszę jeszcze przeszukać sieć aby mieć pewność, zę to na pewno dobry wybór".

Przesadzam? Wcale nie... Czy kotokolwiek z was ściągał próbki dzwięków o niskich częstotliwościach aby sprawdzić jakie ma znaczenie czy głośniki są od 22 czy 40kHz? Aż żal było mi mówić, iż głośniki na których te dźwięki słuchała nie mają za dobrej specyfikacji i raczej słyszała nie to, co trzeba.

Apetyt żony rośnie w miarę czytania. Dwa zwykłe głośniczki szybko przeszły w sprzęt klasy 2+1. Teraz dochodzi kwestia czy ze wzmacniaczem /no bo, jak można trochę dopłacić to czemu nie/, potem będzie ilość membran w głośnikach /no bo, jak można dopłacić za wysokotonową to dlaczego nie/ potem dodatkowe gałki do sterowania /no bo, jak można dopłacić.../, no i oczywiście wyświetlacz /bo dopłata jest niewielka.../

Mówiłem, zwykłe głośniki do 200zł... więc żona uznała toł za kwotę minimalna... /no bo dopłata 20zł za bajery chyba nie ma znaczenia/. Moja połówka nawet nie patrzyła na głośniczki za 70zł /no skoro 200zł to mogę zaszaleć/.

Nawet nie sądziłem, że zwykłe głośniki mogą sprawdzić tyle wątpliwości przy kupowaniu /o dziwno ich wygląd jest najmniej ważnym parametrem!/. Zmuszony będę chyba kupować rzeczy bez jej wiedzy i robić z nich prezenty. W przypadku radia okazało się to idealne... kupiłem i nigdy nie marudziła, że czegoś jej brakuje. Aż strach pomyśleć, co by było gdym powiedział "kochanie potrzebujemy radia".

Czasem mam wrażenie, że jedynym plusem tego systemu kupowania jest fakt, iż trudno mej ukochanej wydawać pieniądze szybciej niż je zarabiam /dla niektórych to pewnie kobieta ideał, niestety patrzę na to inaczej/.

---

sprostowanie: żona po przeczytaniu stwierdziła, że to o próbkach jest nie do końca prawdziwe, bo wysokie częstotliwości też ściągała.

 

czwartek, 31 grudnia 2009
noworoczny mit

Przeglądając dziś ulubione potrale spodziewałem się rocznych podsumowań, zestawień, list "top 10" i nie zawiodłem się. Najlepsze artykuły, wydarzenia roku, osoba roku, najlepszy rok 20-lecia i wiele... naprawdę wiele innych.

W tym wszystkim dominował jeden temat - marudzenie na zestawienia i noworoczne postanowienia. Wypowiedzi internautów sprowadzały się do jednego zdania: "po co ta cała nieszczerość i obłuda?"

No właśnie po co? Dlaczego 1 stycznia ma być lepszym dniem na zmianę siebie niż jakikolwiek inny?

Pewnie istnieją jakieś psycho-argumenty, że to magiczna granica, zostawienie starego 'ja' za sobą i inne tym podobne.

Ja nigdy nie wytrzymałem z postanowieniem noworocznym dłużej niż do marca. Co roku szłyszę postanowienia żony i zaczynam mieć wrażenie, iż one się już powtarzają.

Gdzie tu sens? Jeśli ktoś chce się zmienić, to potrzebuje silnej woli i samozaparcia do realizacji postanowienia. Data nie ma znaczenia, liczy się chęć. Dla mnie nowy rok musiałby być co kwartał, abym się zmienił, wiec skoro potrzebuje dodatkowych 3 dni na odnawianie postanowień, to po co mi ta jedna wyjątkowa data?

 

Noworoczne silne postanowienie zmiany, to jak silne postanowienie poprawy przy spowiedzi... mit... bzdura... nihil novi...

Kto chce się zmienić, to i tak to zrobi... kiedykolwiek... najlepiej wczoraj...

 

 

 

czwartek, 17 grudnia 2009
kobiety i nowoczesne formy zakupów

Kobiety i zakupy to oklepany temat. Nie popiszę się zbytnio dorzucając swoje trzy grosze. Mimo wszystko kilka słów z własnego doświadczenia chciałbym dodać.

Moja żona nie przesiaduje godzinami w galeriach handlowych, nie łazi po butikach i nie umawia się na kawę na plotki o ciuchach. Wydawać się można, że trafiłem na kobietę idealną... niestety coś za coś. Moja ukochana idzie z duchem czasu. Internet, allegro, fora, blogi, porównywarki cen, sklepy internetowe - to jej zakupowy raj. Nie wychodząc z domu nie marnując czasu na dojście do sklepów, ani nie wydając nic na bilety autobusowe, ma wszystko w zakładkach przeglądarki.

Oszczędność czasu, pieniędzy, większy wybór, nieogarniona ilość opinii na temat produktów. Nowoczesna kobieta ma dziś wszystkie sklepy w zasięgu jednego kliknięcia.

Mogę się z tego cieszyć. Żona kupuje taniej, nie muszę z nią latać po sklepach aby wyrazić swoją opinię (po prostu wysyła mi linka). Niestety wciąż niedopracowany pozostaje jeden element - sposób wybierania finalnego produktu.

Posługując się terminologią informatyczną - kobiety stosują wykładniczy i dokładny algorytm, mężczyźni logarytmiczny i przybliżony.

Jak to wygląda w praktyce?

Ja jako facet po stwierdzeniu potrzeby zakupienia przedmiotu - np monitor komputerowy, ustalam kilka podstawowych parametrów znacząco ograniczających zasięg moich poszukiwań (przedział cenowy, firma, kilka istotnych parametrów). Następnie przeszukuję zaufane lub duże sklepy wyszukując kilku faworytów. Porównuję ich parametry i wybieram jeden.

Owszem, może później okazać się, że istnieje lepszy, bądź tańszy przedmiot, który by mi lepiej odpowiadał, ale po pierwsze prawdopodobieństwo, iż różnica będzie duża jest znikome, a po drugie oszczędzam czas. Bardzo dużo czasu.

Jak to wygląda u kobiet?

Chcą przykładowo kupić lodówkę. Zbierają więc informacje o sklepach, o ważnych parametrach, opinie na temat firm, opinie na temat tego, które czynniki są istotne, opinie na temat wpływu lodówki na ochronę środowiska. Przepytują znajomych na temat dokonannych przez nich zakupów, przepytują na temat sklepów w których nie warto kupować, na temat przygód z owymi zakupami związanymi.

Następnie rozpoczynają poszukiwania w oparciu o dziesiątki zebranych parametrów. Oczywiście mamy do doczynienia ze skomplikowaną funkcją optymalizacyjną z szeregiem lokalnych ekstremów - co wywołuje konieczność zasięgnięcia dodatkowych informacji i opinii i dołożenie wag istotności do zdobytych parametrów.

Po znalezieniu pierwszych sklepów i obiecujących towarów zaczyna się porównywanie. Jednocześnie cały czas kobieta przeszukuje kolejne portale i zdobywa kolejne informacje. Mając zbiór wybranych lodówek porównuje je z jeszcze szerszym zbiorem tych co właśnie odnalazła. Następnie dla pewności zmienia wagi parametrów i sprawdza, które lodówki spełniają nowe warunki.

Następnie mając zbiór kilku najlepszych rozpoczyna detaliczne przeszukiwanie w sieci czy czegoś nie pominęła. Chęć upewnienia się, iż jej wybór jest poprawny jest nie do powstrzymania.

Po potwierdzeniu swego wyboru rozpoczyna się mozolny proces wyboru tej jednej zwycięskiej lodówki. Konieczne w tym przypadku jest porównanie ich zupełnie nowymi wcześniej pomijanymi parametrami. Co gorsza te nowe czynniki stają się tak absorbujące, iż dochodzi u niej do wątpliwości czy aby nie powinna ich brać pod uwagę przy wybieraniu zbioru kandydatów. Na wszelki wypadek powtarza wcześniejsze kroki uwględniając te parametry i porównuje wyniki.

Po kilku tygodniach działań, godzinach rozmów, setek otwartych okien w przeglądarce, przeczytaniu takiej ilości informacji, iż mogłaby zagiąć każdego inżyniera w działach projektowych dokonuje wyboru.

Wtedy jednak pojawia się pytanie: czy aby teraz warto to kupić, a może poczekać? Może później będzie taniej, może pojawią się nowe modele?

Słowem: Czy ten wybór jest idealny?

 

Jako informatyk uważam, że nie zawsze warto mieć najlepsze rozwiązanie, czasem są bardzo dobre algorytmy przybliżone, które gwarantują zadowolenie z uzyskanego wyniki i dużo czasu.

 

piątek, 04 grudnia 2009
Żony, które wciąż coś od nas chcą - cz1

W ramach wprowadzenia do tematu, fragment komiksu narysowanego przez znajomą - Elę Jakubiak.

Ela Jakubiak

Wyjaśnienie: my zawsze mówimy, że nic nie chcemy, albo jest nam to obojętne... prosimy więc nie brać tej odpowiedzi za zobowiązującą.

 

poniedziałek, 30 listopada 2009
ostatniochwilowcy

Nienawidzę robić czegoś na ostatnią chwilę. Jeśli ktoś daje mi kilka dni na zrobienie czegoś - staram się to skończyć najpóźniej jeden dzień przed końcem. Kiedyś wiele razy robiłem coś w ostatnich godzinach i minutach i nigdy dobrze na tym nie wyszedłem.

Najgorsze jednak, jak ktoś mi bliski robi coś na ostatnią chwilę, lub moja praca uzależniona jest od takiej osoby. Tracę nerwy na potęgę.

Przykłady z ostatniego miesiąca:

1. żona była na rozmowie o pracę, dostała zadanie do domu i tydzień na jego zrobienie... oczywiście tak bardzo ucieszyła się perspektywą zdobycia pracy, że zadanie przyszło jej robić na samym koncu. Do tego stopnia zwlekała, że nawet do niej zadzwonili czy wciąż jest zainteresowana /zasada nr1: nie każ czekać potencjalnemu pracodawcy/. W końcu w przedłużonym terminie (dostała jeszcze jedno zadanie) wysłała wszystko.

I co się okazało? Pracodawca zdążył jeszcze raz zamieścić ogłoszenie o pracę...

Związek pomiędzy nowym ogłoszeniem i nowymi CV od innych osób a faktem niedostania przez żonę pracy pozostaje nieznany... /domysłami może tylko być, co by było jakby nie robiła tego na ostatnią chwilę/.

2. w pracy składamy wnioski o dofinansowanie z ministerstwa, oczywiście 3 dni przed końcem szef pojechał sobie do Warszawy, więc nie mogliśmy wszystkiego skończyć. Przyjechał na ostatni dzień i patrzy na pracę którą wykonaliśmy, bierze i idzie do swoich przełożonych... a tym nie zdadza się jedna pozycja... więc trzeba to zmienić...

W każdy inny dzień nie byłoby z tym problemu... ale nie dziś... dziś setki osób składają wnioski (a poprawki nanosi się przez www) i serwer jest preciążony...

Wniesienie poprawek to 6 kliknięć... przeładowanie strony po jednym trwa aktualnie około 20-30 minut... /i gwarantuje wyrobienie miesięcznej normy przekleństw/

Setki ludzi robiących coś na ostatnią chwilę, setki ludzi, którzy zawsze coś odkładają na później... każdy pewnie się irytuje przed komputerem...

sami sobie jesteście winni mogliście zrobić to 2 dni wcześniej... ALE NIE

Musi być na ostatnią chwilę.

 

Jakże nasze życie byłoby prostsze jakbyśmy się starali minimalnie bardziej. Nie siedzieli na dupie i zastanawiali się ile jeszcze da się coś odłożyć, tylko brali się do pracy... czy to sesja na studiach, projekt w pracy, czy zlecenie od kogoś...

Gdybyśmy tylko kończyli coś minimalnie wcześniej...

 

Niestety taka już nasza mentalność: PIT na ostatnią chwilę wysłany, dowód na ostatnią chwilę wymieniony, rachunki z opóźnieniem zapłacone... /bo jeszcze mamy czas/

 

Niemarnowanie czasu byłoby dla mnie jednym z ważniejszych kryterów gdybym miał kogoś zatrudnić... ktoś, kto mi wysyła CV ostatniego dnia terminu, czy zadanie oddaje na ostatnią chwilę - nie dostanie pracy... oj nie... takie zachowanie mówi o petencie więcej niż jego wszystkie bajery w CV - mówi - nie licz na mnie... jestem tylko zwykłym szarym człowiekiem.

 

czwartek, 26 listopada 2009
żona kupuje mi komórkę

Moja żona lubi sprzęt elektroniczny, w szczególności komórki. Pół roku przed końcem abonamentu rozpoczyna rytuał wybierania nowej. To dla mnie bardzo nerwowy okres. Muszę słuchać o zaletach, wadach, kosztorysach, planach abonamentowych i dlaczego można jeszcze kupić coś innego na allegro, ale wtedy to zmienia wszystko inne...

Dla mnie komórka /mimo wszystko od lat posiadam taką/ to proste urządzenie do tego aby inni mogli się ze mną kontaktować /no i smsy z kodami do przelewów bankowych muszę jakoś otrzymywać/. Dzwonię mało, nie korzystam z usług typu internet za wyjątkiem kilku dni w wakacje, nie słucham muzyki, nie bawię sie w dzwonki i tapety...

Wyznaję minimalizm komórkowy.

Przyszła u mnie chwila kiedy zmieniam operatora, komórkę, numer - słowem wszystko od zera. Moje preferencje wyglądały następująco: sieć - dowolna, abonament - najtańszy, komórka - do 100zł, mile widziane, ale nie konieczne: nokia, duży wyświetlacz, qwerty, gps.

Chcę dostać telefon na kilka lat z kilkoma przytatnymi funkcjami, które MOŻE kiedyś wykorzystam, więc nawet jak ich nie będzie to przeżyję.

Żona moja podeszła do sprawy poważnie, nawet powiedziałbym zbyt poważnie. Nie zadowoliła się pierwszymi lepszymi ofertami (telefonów), szukała dalej (łącznie z allegro), przedstawiła mi wiele opcji o których istnieniu nie wiedziałem (kup telefon na allegro i weź tani abonament, albo ona weźmie na siebie drugi telefon i z niego będzie zbierać punkty aby później taniej swój telefon wymienić), uzmysłowiła mi jak wiele jest wersji najtańszych abonamentów i pakietów dodatkowych i późniejszych pakietów lojalnościowych i sam już nie wiem czego.

Czy jej informacje coś zmieniły?

NIE

Nadal chciałem tani telefon z ewentualnie kilkoma bajerami. I nie było nawet w nich aparatu (nie wiem dlaczego ale wciąż jedną z pierwszych podawanych mi informacji jest rodzaj aparatu w telefonie). /jakby to miało znaczenie/

Otrzymałem w końcu listę 6 telefonów - patrzę jak wyglądają, co mają - wybrałem 3 uszeregowałem (nawet nazw nie spamietałem, słusznie uznałem, że żona to zrobi). Co jednak chciała moja ukochana wiedzieć w tym momencie - "Co było przyczynami odrzucenia pozostałych telefonów" /BO TAK/.

Poszliśmy na spacer... oczywiście do salonów obejrzeć komórki "gdyż muszę je pomacać"/Najlepiej maca się w Play/ . W wyniku owego kontaktu fizycznego jedna komórka została odrzucona. Byłem szczęśliwy - coraz bliżej do celu...

ALE NIE

Żona wypatrzyła kolejne modele nie uwględniane wcześniej. Zostały one dodane do listy - gdyż spełniały moje wymagania /Jakby się uprzeć to 30% komórek je spełnia/.

Na czym stoję w tym momencie (po tygodniu codziennego odpowiadania na szereg pytań i konieczności komentowania pokazywanych komórek).

Otóż żona stwierdziła, że poczeka jeszcze kilka tygodni na nowe komórki i promocje.

 

Ja chcę zwykły telefon z ewentualnymi bajerami... a ona wcale przez te kilka tygodni nie da sobie spokoju... oj nie...